myhope blog

    Twój nowy blog

    Cześć :) na prawdę sporo czasu minęło. Szczerze mówiąc nawet nie sprawdzam kiedy była ostatnia „notka”. Ciekawe, czy ktoś wpadnie na tą. Co u mnie – dobrze :) do rzeczy… obejrzałem przed chwilą jakieś nieznane mi kazanie na vimeo – przyadkowo trafione bez większego szukania. W związku z tym wpadło mi do serca parę myśli i chciałbym się podzielić. rzecz rozbija się o jakże znaną historię o Łazarzu :) Niesamowita historia. Ew Jana 11 – chyba cały. Osobiście polecam NLT:

    http://www.biblegateway.com/passage/?search=john%2011,&version=NLT

    Szczególnie ten fragment:
    „…” 43 Then Jesus shouted, “Lazarus, come out!” 44 And the dead man came out, his hands and feet bound in graveclothes, his face wrapped in a headcloth. Jesus told them, “Unwrap him and let him go!”…”

    uwaga: Bóg, nie tylko się nie spóźnia, On przychodzi w najbardziej odpowiednim czasie, przynosi nadzieję tym, którzy czekali, może nawet myśleli, że jest za późno. Tych którzy umarli, nie tylko przywraca do NOWEGO życia, ale też… uwalnia.

    Bardzo często jest z nami tak, że poznajemy Boga w jakimś stopniu i na tym kończy się ta wielka przygoda. Ale Bóg ma coś więcej. On faktycznie powiedział do Łazarza: “Lazarus, come out!”. To niesamowite. Ale to nie jest koniec Bożego planu. Jezus nie kończy w tym miejscu. On dopiero zaczyna. Co dzieje się dalej? Cudowne! Jakby tego było mało, mówi dalej: “Unwrap him and let him go!”

    haha! To jest to. Nic oddać nic ująć. Bóg nie tylko Cię obudzi, wskrzesi, podniesie, On chce dać Ci wolność od tego, co Cię zabiło oraz wolność do prawdziwego życia, wolność do miłości, przebaczenia – po prostu – prawdziwego życia.

    And what now? Let’s glorify The One who spoke universe into existence!

    Zdecydowanie wyszedłem w wprawy. Postaram się przypomnieć sobie jak to jest pisać :) take care all of You!

    raz na wiele tygodni zdarza się, znaleźć tutaj jakieś ślady czekających osób :) albo przypadkowo natykających się na to miejsce. myślę sobie ile to już czasu minęło. najlepiej po prostu zajrzeć na wpisy z poczatku bloga. hehe. byłem wtedy w wieku mojego brata… lata lecą i teraz on kończy gimnazjum :) w takich momentach nie sposób nie spojrzeć w przeszłość. nasówa się jedno pytanie: „gdzie byłbym teraz gdyby nie Jezus?”. z jednej strony możnaby uznać, że moje życie wyglądałoby teraz super lepiej i np byłbym bardzo pogady czy coś :D ale kiedy patrzę na swoje błędy, liczne pomyłki i na prawdę kiepskie ich konsekwencje to wiem, że gdyby nie mój Tatuś byłbym teraz w bardzo złym miejscu. A niezależnie od tego jak byłoby teraz pod względem rzeczy materialnych wiem na pewno – moje serce nie byłoby w tym miejscu, w którym jest teraz – w miejscu wdzięczności, głodu i tęsknoty. Nie wiem już za bardzo o czym pisać bo opowiadanie tego co działo się przez ostatni rok czy dwa mija się z celem…

    może jednak krótko – ważne wspomnienia jest ostatnie pół roku. czas, w którym moje finanse hm… nawet nie mogę powiedzieć, że sięgneły dna. poszły wiele, wiele niżej. odkąd mieszkam w krakowie nauczyłem się o sobie wiele rzeczy – głównie tego, że kompletnie nie potrafię dysponować pieniędzmi. bardzo, bardzo nie potrafię! i tak, zarabiając, zacząłem wydawać dużo więcej niż mogłem pakując się w ten sposób w długi, które wyrosły wysoko ponad moje możliwości ich spłacania. widząc to wiedziałem, że na daną chwilę jedyny ratunek to odciąć się od dochodów – nie mając pieniędzy nie wydam ich aż tyle. i tak też się stało. a przez kolejne pół roku będąc bezrobotnym mój kochany Bóg szlifował mnie w tym temacie… w tej chwili moje długi w większości nadal są – nadal wielkie jednak moja relacja z nimi jest zupełnie inna. wcześniej byłem bezradny, skazany na kombinowanie i łapanie się wszelkiego ratunku, z których każdy i tak był na nic. aż do momentu, kiedy nie było już zadnego ratunku. pewnie domyślacie się co się dzieje w takim miejscu?

    …to jest miejsce dla Boga :) taki jest mój Tata! miejsce bez wyjścia to miejsce, w którym On jest jego ruch :) i tak jak zawsze – nie spóźnił się. ja już we wrześniu mówiłem, że to koniec, później w październiku, listopadzie i w grudniu – ale to Bóg wie, zna i rozumie. On doskonale wiedział kiedy i co zrobić a jedyne co stało Mu na przeszkodzie to ja. Dopóki nie znalazłem się NA PRAWDĘ w miejscu „Ok, Boże jak teraz czegoś nie zrobisz to… nie wiem co będzie”, On faktycznie nie miał jak cokolwiek zrobić.

    tak jak wspomniałem – długi mam nadal. Ale teraz mam też swobodne możliwości ich spłacania, jestem bogatszy o poważne życiowe doświadczenie z finansami, do którego rzecz jasna nigdy więcej nie doprowadzę, rozumiem jak to działa, rozumiem co robiłem źle, a przede wszytkim wiem, że nie muszę się bać. Łaska mojego Boga jest wiele, wiele większa niż moje najpoważniejsze błędy. On z nich wszystkich nie tylko mnie wyciąga, ale pozwala mi się czegoś nauczyć.

    Brak mi słów na to, jak zakochany jestem, wdzięczny i ogarnięty Jego miłością. Wzdycham z tęsknoty do Jego głosu i obecności. Jest dla mnie wszystkim i nie wyobrażam sobie życia bez Niego. owszem – pewnie jeszcze nie raz podejmę decyzję żeby robić po swojemu, ale wiem, że Jego prawdziwe, ojcowskie serce nie pozwoli Mu mnie tak zostawić :) najpierw ściągnie mnie na ziemię, a później wyniesie wyżej niż byłem – ale na swoich ramionach, a nie moich.

    pozdrawiam ciepło :) nie martwcie się kiedy dzieje się źle i nie bójcie się popełniać błędów. To są rzeczy nieuniknione. To czego można uniknąć to popełniania tych samych błędów, dzięki łasce Króla królów. Ale nawet robiąc ciągle źle pamiętajcie, że Bóg patrzy na nas przez pryzmat krzyża, nie przez pryzmat tego co robimy. W Nim mamy moc zmieniać siebie – nawet w 100%. Jest cudowny…

    Hoho. Dodaję do linków swoje prace. Od niedawna bawię się grafiką 3d. Mam nadzieję związać z tym tematem swoją przyszłość. a co więcej się dzieje napiszę niedługo jak wierzę. pzdr! :)

    nagle mnie napadło żeby napisać – tak też robię :) długie miesiące milczenia. od czego by tu zacząć…

    pomyślałem pare godzin temu ze podleje kwiatka w swoim pokoju :) Agatka wyjechala na troche wiec myśle – szkoda kwiatka. nalałem wody ile uznałem, że należy… i za chwilę musiałem garściami łapać husteczki i wycieraz wszedzie lejącą się wodę z podstawki :) na koniec wyrzucilem pęczek mokrych chusteczek to sedesu a ten zareagowal zatkaniem. Dzięki Bogu chwilowym… bo już myślałem :> tak wieć – pierniczę – nie podlewam więcej :D

    ach ile to już czasu minęło. wczoraj zasypiając myślałem sobie – Panie mój, ja już znam Cię od 6 i pół roku. z jednej strony jestem niezadowolony. przecież gdybym bardziej się starał, więcej angażował i więcej czasu poświęcał – byłoby teraz o wiele lepiej i dalej…
    Ale z drugiej strony mój Kochany Tatuś tak nie myśli :) może faktycznie mogłoby być inaczej… a w tej chwili raczej myślę „Panie, gdzie i kim byłbym teraz gdyby nie Ty?!”

    słuchajcie minęły długie miesiące odkąd ostatnio coś pisałem (albo przynajmniej tak mi się wydaje, że to już tyle) i przyznaję się, że popełniłem wiele błędów (miedzy innymi finansowych) za które teraz płacę, ale jedno jest niezmienne – Boża miłość. Jestem wzruszony kiedy myślę o Nim i o tej niewyobrażalnej miłości. Gdyby Bóg był człowiekiem to myślę, że nasze drogi rozeszłyby się bardzo dawno temu. A On, nieskończenie łaskawy ah. Jestem moim prawdziwym Tatą. teraz właśnie, w tym czasie, te dni, i tygodnie – kilka wstecz, do dzisiaj i wierzę, że dalej poznaję moje Tatusia.

    My ludzie mamy taką dość mocną tendencję do tego, że kojarzyć Boga jako naszego Ojca w perspektywie ziemskiego taty, którego mamy. jasne jest, że nasi ziemscy ojcowie nie są doskonali więc jeśli patrzymy na Boga przez pryzmat człowieka – są duże szanse, że nie będziemy w stanie wziąć tego co Pan dla nas oferuje jako nasz Tato. a właśnie ostatnimi dniami staram się to przełamać. a raczej pragnę, a Pan przyznaje się do tego i poważnie – On jest moim ukochanym Tatą. prawdziwy Tata, któremu nie boję się powiedzieć, że przeskrobałem :) któremu lubię siadać na kolanach, z którym lubię się bawić a i poważnie rozmawiać, z którym lubię się z czegoś pośmiać i pożartować i w którego się wtulam kiedy strasznie boli…

    …a to dopiero początek :D

    inna rzecz, którą Pan mnie uczy to ta straszna sprawa zaufania Mu :) mówię straszna bo to dla mnie serio jest wyzwanie. nie raz sobie myślałem czytają Biblię… „nie no Ci izraelici maja cos z glowami, tyle cudów i znaków a oni ciagle coś kombinują odchodzą od Pana” albo „co Ci uczniowie nie mogą tego zrozumieć?! tyle czasu z Jezusem a oni nadal czemuś tam nie dowierzają i brak im wiary” <- to oczywiscie takie uproszczone ;) … ale Duch Święty mówi do mnie… Marcin -> ale ja teraz jestem ten sam, jak byłem wtedy.

    uh… pomyślałem sobie – ile w moim życiu przewinęło się sytuacji kiedy Pan pięknie interweniował i mnie ratował a mimo to ja nadal w kryzysowej sytuacji drżąc wołam do Niego o ratunek i nie ma w tym zbyt wiele wiary – to jest po prostu krzyk rozpaczy bo… nic więcej niz pozostało! i powtarzam i powtarzam, ale Panie mój… ale na pewno, proszę Cię, usłysz mnie. i choć w głębi serca wiem, że On nie tylko słyszy, ale i wie i rozumie i NA PEWNO mnie nie zostawi w tej sytuacji i że tak naprawde to ah :D no właśnie… a mimo to w swojej kolejnej słabości wołam.

    …Jednak Bóg się nie złości :) On się nie zniecierpliwia na mnie, że znowu to samo. Uśmiecha się, podnosi, przytula i dodaje otuchy. Nie ma sytuacji w życiu kiedy jestem bardziej pewny siebie niż te w których Pan mnie podnosi i mogę stać przy Nim… o kurcze!

    KIEDY JEST ZE MNĄ MÓJ TATA!!! NIE MA MOCNYCH NA NAS!!! hahaha :D

    i wiem, widzę, że po każdej takiej sytuacji jesteśmy bliżej. chociaż wiem, och wiem jak byłoby łatwiej gdybym ja po prostu Mu uwirzył całkowicie i już się nigdy nie martwił – idzie mi coraz lepiej ale jestem tylko sobą i mój Tatuś, który mnie stworzył, dobrze wie jaki jestem i nigdy przenigdy nie oczekiwał ode mnie więcej niż wiedział, że dam rade :)

    Lubie spędzać z nim czas – po prostu lubię :)

    Mój Jezus :* Forever i will lift Your Name on high! ..for You are Worthy!

    3majcie się Taty!

    na koniec piosenka – fajna ;) tytuł: God in my living. polecam też piosenkę revelation song – kari jobe :) na youtube latwo znalezc.

    God in my living

    There in my breathing

    God in my waking

    God in my sleeping

    God in my resting

    There in my working

    God in my thinking

    God in my speaking

    Be my everything

    Be my everything

    Be my everything

    Be my everything

    God in my hoping

    There in my dreaming

    God in my watching

    God in my waiting

    God in my laughing

    There in my weeping

    God in my hurting

    God in my healing

    Christ in me

    Christ in me

    Christ in me the hope of glory

    You are everything

    Christ in me

    Christ in me

    Christ in me the hope of glory

    Be my everything

    Tak sobie myślę…  Jestem głodny Pana. Chcę Go więcej i więcej i nie wiem jak…

    Myślę sobie znowu… Jestem głodny i chcę poznać sposób na to, żeby poznać Go więcej.

    wiem :)

    Jestem głodny, więc chcę poznać jakiś sposób – tym sposobem jest mój GŁÓD :D

    Mój Pan nie patrzy na efekty jakie osiągam szukając Go. To co Go interesuje to motywy mojego serca, mój głód, który popycha mnie do szukania.

    Jest wspaniały :) Mój Pan jest przewspaniały!

    a u mnie wszystko dobrze ;)

    Pzdr!

    siema. w zasadzie nie do końca wiem co napisać :) ostatnio u mnie dni mijają bardzo szybko i niemam prawie na nic czasu. ok 10 godzin spedzam w pracy ale jest fajnie. podoba mi no i pare dni temu zostałem przyjęty na stałe :) ale ja nie o tym chcę pisać. zmierzam do tego ze spotykają mnie nowe rzeczy, ciekawe wyzwania i rożne nowe sytuacje. przyjemne i nieprzyjemne, smutne i radosne… fajny dzień i zmulony ale w każdym z nich jest taki moment kiedy moj Ukochany Duch Święty zbliża się… czasami tylko leciutko mnie dotknie i przechodzi dalej, czasami jest przy mnie dlużej, bywa ze cos wyszepta lub po prostu jest… serce bije wtedy szybciej ah :) wiecie o co chodzi… :) Kocham Go tak bardzo! Mój Pan jest tak niesamowity… huuuuh. mam tyle spraw teraz na glowie i nie raz chce po prostu odpocząc a On nie zostawia mnie. nie robi wyrzutów, że mało czasu Mu poświętam; że gdybym chciał to na pewno znalazłbym wiecej czasu. przecież moge wstawać o 6. oh bardzo bym chciał :) ale nie bardzo potrafie. jednak moj Przyjaciel jest przy mnie a Jego obecność oj tak… Z NICZYM SIE NIE ROWNA! wiele rzeczy w zyciu doswiadczylem (wiecej od niektorych i mniej niz inni heh) ale na tym etapie zycia i wierze ze w nastepnych latach, mowie jasno – nie ma nic słodszego niż imie Jezus, nie ma nic piękniejszego niż obecność żywego Boga. wiem ze nie dostawidczyłem Go tak jak jest to mozliwe, ale musze Wam powiedzieć ze moim takim celem, zawsze kiedy jesteśmy bliko siebie, jest błaganie o wiecej. chcę Go tak doświadczyć, że… że powietrze nie bedzie starczyło mi do oddychania. chce czuć Go w każdym wdechu i wydechu i umierać kiedy nie ma Go przy mnie… chcę żyć w centrum Pana. nie wiem jak to określić. pare nocy temu miałem piękny sen :) oj jak o tym pomyśle. snił mi się właśnie Jezus. ale nie tak jak to czasem bywa, ze po prostu On się sni heh :) mam na myśli badziej Jego obecność… sniło mi się, że On prawdziwie do mnie przyszedł, że oprocz Jego obecności nie było nic więcej… wszystko zniknęło kiedy On się pojawił a ja nie byłem w stanie tego ogarnąć. lezałem na ziemi i nic nie moglem zrobic a On jakby… był tam coraz bardziej. az w koncu się obudziłem fiuf :) przepiękne to było… leżałem na łóżku a moj Pan był obok… teraz juz delikatnie – inaczje niż we snie… ale bardzo blisko.

    kurcze jak ja Go kocham…

    pzdr wszystkich

    Błagam – prościę o więcej – Bóg potrafi być bardziej realny niż rzeczywistość <- banalnie brzmi ale to takie prawdziwe.

    oto skrot wydarzen z moich ostatnich … tygodni :) no wiec jak juz pare razy wspominalem ostatnio borykam sie z problemami finansowymi. zaczelo sie to jakies 3-4 miesiace temu kiedy to stala sie dziwna rzecz ze mna w pracy i tak jakby przestalem pracowac = brak wypłaty :) myslalem, ze to sie zmieni ale nic takiego sie nie stało. wreszcie zrobiło sie nieciekawie i zaczalem sie zastanawiac nad nową praca – troche bardziej normalna.

    jednak dobrze wiedzialem, ze kiepsko to wyglada no wiec hm… jedyna nadzieja w Panu. Kochany Duch Święty powiedzial do mnie bardzo znaczące zdanie ktore mysle bedzie mi towarzyszyło nie tylko w tym okresie mojego zycia. „zajmij sie sprawami mojego Królestwa a ja zajme sie twoimi sprawami”. wzialem to bardzo do siebie. w tym tez czasie Bóg wyraznie uczył mnie wielu praw w Biblii na temat pieniedzy itd. wiedzialem ze jedyne co mam to Pana i troche pieniedzy w portfelu i wlasnie to postanowilem wykorzystac w odpowiedzi na to co do mnie powiedzial. mając jedynie pieniądze przeznaczone na rozne cele – opłacenie szkoły, samochod i po prostu oplate za mieszkanie i na zycie chodzilem an miasto i rozdawalem jak tylko poczulem ze powinienem. Duch Święty mowil do mnie i był cały czas bardzo blisko a ja staralem sie byc posluszny i dawałem ludziom pieniadze i mowilem im dlaczego to robie… czasami modliłem sie z nimi jesli ktos byl … bardziej otwarty :) pieniadze ciagle ubywały az w koncu musialem pozyczyc sporą sumę od przyjaciela. i co było dalej? Duch Święty nadal mowil do mnie zebym dawał. tak wiec chodzilem po miescie z pozyczonymi pieniedzmi i je rozdawałem… wierząc, że moj Bóg nie spozni się – tak jak zawsze :)

    przyszedl czas ze pozyczone pieniądze się kończyły a przede mną mnostwo wydatków :) ja juz bylem troche poddenerwowany ta sytuacja i mowilem „Panie ja juz nie dam nic nikomu dopoki nie odpowiesz chociaz troche na moje potrzeby. badz prosze wyrozumiały na moją prośbę i odpowiedz Kochany Jezu w chociaz małym stopniu zebym poczuł sie pewniej.” no i tak przez 1-2 tyg nie działo sie nic w tej sprawie :) spędzałem z Panem kazdą wolną chwilę – starałem się zeby było ich dużo hehe :) az przyszedł pewien poranek odpowiedni. odprowadziłem Agatkę na dworzec rano i wrociłem do domu spać :) zanim zasnąłem Duch Święty powiedział do mnie ze dzisiaj zacznie się coś dziać. przyznaje sie ze nie bylem pewien czy to On czy ja sobie wkrecam z calej tej sytuacji. modlilem sie zeby to, co sie stanie, było wyrazne :)

    obudziłem się pozniej i dostałem telefon od wspołlokatora ze jest jedno miejsce gdzie moge pojsc na rozmowe kwalifikacyjną itd. zdecydowalem sie sprobowac i w tej chwili jestem pomocnikiem na okresie probnym w bardzo fajnej firmie zajmujacej się montazem rolet zaluzji itd :) pieniadze fajowe a jak zostane przyjęty na stałe to dostane samochod i telefon slozbowy :) do tego wydarzyła sie inna wazna sprawa. kupno samochodu od Wujka :) kochany człowiek sprzedał mi samochod a grosze. auto warte tak ok 4tys zł a ja dostałem jest za 1tys i to po dosc solidnym remoncie i z pełnym bakiem w ktory wchodzi 70litrow benzyny :) jakby odliczyc to co Wujek w niego włożyl zanim mi sprzedał to auto to dostalem go prawie za darmo :)

    te oto sytuacje doprowadziły do znacznego zmiejszenie moich długów oraz do tego ze mam prywatne auto i mozliwe ze niedlugo bede mial tez sluzbowe :) w ciagu kilku dni Bóg zmniejszyl moje kilkutysieczne dlugi o polowe i dał mi PRAWIE heh 2 samochody oraz dobrze płatną i supe prace – bardzo mi sie podoba w tej firmie. wierze ze Bóg nie przestanie robic tego co zaczał i licze to nowy okres w moim zyciu :) co jest w tym dla mnie piekne? NIE RUSZYLEM PALCEM! w całej mojej strasznej sytuacji doszedlem do miejsca gdzie po prostu upadłem na kolana i modlilem się „Boże poddaje się. ja nic nie moge. rob co chcesz.” Pan odpowiedzial i postanowilem calkowicie poswiecic to co mi zostało. mialem niewiele i ta resztkę oraz to co juz zaczalem pozyczac inwestowałem w Boże Krolestwo. przynosiło mi to wiele radosci i satysfakcji a Pan sie do tego przyznał.

    taki jest mój Jezus. wdzieczny My jestem bardzo ze dal mi na tyle odwagi zeby oddac Mu to czego nie miałem ryzykując najblizsze miesiace. mowie zdecydowanie – tylko dzieki Jego sile moglem to zrobic. sam nigdy bym nie postąpił tak… lekkomyslnie rozdając setki złotych przeznaczone na zycie moając przy tym tysiace zł długów. ale wierze ze kiedy Bóg chce błogosławić to On doprowadzi to do końca :)

    dlatego tez nauczył mnie tej waznej rzeczy zeby polegac na Nim a nie na stanie konta czy grubości portfela. Mój Pan jest moim zaopatrzeniem i w Nim mam wszystko co potrzebuje. On zna moje potrzeby i zaspokaja je na czas. Biblia mówi ze nie mozna służyć Bogu i pieniadzom. jesli boimy sie dzielic sie pieniedzmi poniewaz nie jestesmy pewni czy nam wystarczy to ciezko mowic o zaufaniu Bogu :)

    okej to tyle… troche w skrocie napisalem ale i tak pare zdan wyszło. przepraszam za brak interpunkcji i ewentalne inne błędy.

    pozdawiam ciepło i zachęcam… polegajcie na Panu – On chce zebysmy Go sprawdzali. Chce nam udowadniac ze to On jest tym ktory ma nasze zycie w swoich rękach :)

    dodam na boku – bo to tez wazne część tematu – w całym tym czasie wiernie starałem sie przestrzegac Biblijnej kwesti pieniedzy – dziesięciny :)

    hej ho!

    Oh what I would do to have
    The kind of faith it takes to climb out of this boat I’m in
    Onto the crashing waves

    To step out of my comfort zone
    To the realm of the unknown where Jesus is
    And He’s holding out his hand

    But the waves are calling out my name and they laugh at me
    Reminding me of all the times I’ve tried before and failed
    The waves they keep on telling me
    Time and time again. ‘Boy, you’ll never win!’
    “You’ll never win”


    But the voice of truth tells me a different story
    And the voice of truth says “Do not be afraid!”
    And the voice of truth says “This is for My glory”

    Out of all the voices calling out to me
    I will choose to listen and believe the voice of truth

    Oh what I would do to have
    The kind of strength it takes to stand before a giant
    With just a Sling and a stone
    Surrounded by the sound of a thousand warriors
    Shaking in their armor
    Wishing they’d have had the strength to stand

    But the giant calling out my name and he laughs at me
    Reminding me of all the times I’ve tried before and failed
    The giant keeps on tell me
    Time and time again “boy, you’ll never win!
    “You’ll never win”

    But the stone was just the right size
    To put the giant on the ground
    And the waves they don’t seem so high
    From on top of them looking down
    I will soar with the wings of eagles
    When I stop and listen to the sound of Jesus
    Singing over me

    I will choose to listen and believe the voice of truth

    siema. napisze krotko co u mnie :)

    WSZYSTKO PIęKNIE :D hehe :) z wyjatkiem pieniedzy ktore nadal sie mnie nie trzymają ale czuje ze ten okres dobiega konca :)

    pare dni temu bylem w poznaniu i zdalem prawo jazdy :) Glory to Him!

    poza tym siedz w polkowicach troche ale za 2 dni jade do krakowa.

    hm… a Pan staje sie coraz bardziej rzeczywisty :) dzisiaj rano wstalem i zaczalem czytac ksiazke B. Hinna „dzien dobry Duchu Święty”. piekne. szczegolnie jeden fragment mi sie strasznie podobal bo bylo tam napisane cos o czym zawsze marzylem :) często myslalem sobie ah Panie jakby to bylo cudownie gdyby dało się tak… i autor ksiazki wlasnie to napisal o swoim zyciu :) jestem totalnie zachęcony!

    okej nie mam troche czasu ostatnio wiec koncze

    pozdrawiam wszystkich

    siema :) ostatnio bardzo duzo słucham, słyszę, czytam na temat dawania :) w roznych postaciach ten temat przewija sie przez moje zycie – raz to dziesięcina, innym razem dawanie ubogim czy tez dawanie na rozne „słuszne sprawy” na rzecz budowania Bożego Królestwa…

    jesli chodzi o dziesiecine to daje od bardzo dawna i wierze ze te pieniadze sa swiete i nie nalezą do mnie…

    co do łożenia na wszelką słuszną sprawę to szczerze mówiąc nie bardzo mam tyle pieniedzy zeby dawac tu czy tam, z wyjątkiem sytuacji w korych czuję mocno ze dac powinienem…

    natomiast temat dawania uboim przybral ostatnio jakies… kształty :)

    zacznemoze od tego ze problemy finansowe… MAM :) i to dosc spore. Czekam, wierzę, ufam, że Bóg nie spóźni się w zadnym wypadku :) i tak np ladnych pare dni temu przeszedlem obojetnie obok takiego starszego, niewidomego pana, ktory stał na dworze z kubkiem i probowal cos tam grac na takim zabawkowym instrumencie. kiepsko sie czuje kiedy przechodze obojetnie obok takich ludzi. pomyslalem sobie, że przeciez mam tak malo ze na pewno mi nie starczy nawet jesli bede oszczedzal a co dopiero jak jeszcze bede rozdawal. bylem wtedy na spacerze i kiepsko sie czulem. no ale tak sie zlozylo ze wracalem tą samą drogą i ten czlowiek nadal tam stał. jakos tak mam ze jak drugi raz mijam tą samą osobę, które wczsniej nic nie dalem A PRZESZŁO MI PRZEZ MYśL to wrzucam/daję. tak tez zrobilem… szedłem dalej i zaczepił mnie jakis starszy człowiek, ktory rowniez poprosił i pieniądze, dalem mu ile mialem i tak chwile rozmawialsmy. a w zasadzie to ten pan opowiadal itd. mowil jak jest zle i w ogole ale to bylo dosc ok bo nie marudzil, nie narzekal, po prostu opowiadal. nie mialem ochoty tak stac – przyznaje – ale uznalem ze jesli mam byc jedyną osoba do ktorej ten czlowiek moze sie wygadac to nie moge mu tego odbierac. i tak stalismy z pol godziny i wreszcie zeszlo na troche inne tematy. tak sobie mysle teraz ze Bóg hehe… prawie mnie zmusil zeby si emodlic za tego czlowieka. ten pan mowil cos o kosciele i o niebie i smierci i ja za kazdym razem myslalem ze moze ja teraz mu cos powiem az wreszcie rozmowa juz poszla tak ze nie dalo sie nie zaproponowac modlitwy. bawi mnie to teraz bo widze ze Bóg umozliwił mi modlitwe całkowicie :) skoro nawet ja zaproponowalem temu panu ze sie pomodle tzn ze na serio to ju bylo oczywiste zachowanie hehe :) no i tak stalismy na rynku i modlilem sie za niego… bardzo przyjemna sprawa. jestem juz 5 lat chrzescijaninem a przyznaje ze wstydem ze nie trafiaja mi sie takie sytuacje, ale widze dobrze ze jesli sie nastawi czasami na potrzeby innych to do takiej sytuacji predzej czy pozniej dojdzie. ja mam taka potrzebe i za kazdym razem jak jestem poza domem ostatnio to mam nadzieje ze dojdzie do takiej sytuacji jak tamta chociaz z drugiej strony boje sie tych sytuacji… a raczej obawiam. jednak ufam ze to nie ja sie musze starac. musze zrobic to co do mnie nalezy, powiedziec to co trzeba a reszta to juz Boże rozwiązanie :) …pozegnalem sie z panem i za 15 minut spotkalem kolejnego chlopaka ktory poprosil o pieniadze. nie mialem wiec poszlismy do bankomatu i wybralem mu troche… chwile rozmawialismy i poszedl… Bóg jest kochany musze powiedziec – nawet jesli jestesmy w pewnej kwestii bardzo słabi i bojazliwi, On umozliwi nam wszystko do czego nas powołał. jesli On powiedzial w swoim slowie ze powinnismy robic i mowic tak i tak… a nie jestesmy w stanie to On nam da wszelką pomoc i srodki… tutaj podkreslam – niech nikt nie mysli ze skoro sie boi mowic o Jezusie tzn ze nie powinien tego robic. nie przestawajmy prosic o sytuacje, odwagę, itd Jesli bóg błogosławi nam w codziennych ziemskich sprawach to tym bardziej bedzie nam błogosławił w sprawach Swojego Krolestwa :)

    wczoraj mialem starszna sytuacje. szedlem na zajęcia i pomyslalem ze to nie jest dobrze kiedy moje ręce cofają się od dawania. tzn kiedy nie wyciągam ich aby dawac… myslalem o tym chwile. o tym ze nie powinienem patrzec w zadnym wypadku na to jaka jest moja sytuacja finansowa… wiem ze to trudne do wyobrazenia i mi tez czasami ciezko sobie wyobrazic taka sytuacja ale wierze ze jesli nie dajemy mając niewiele to nie bedziemy tez dawac majac obfitosc. czasem mysle ze jest inaczej. ze gdybym mial 1 000 000 zł to spokojnie oddalbym polowe bo druga polowa starczy na wiele rzeczy. ale prawda jest taka ze jesli mam 10 zł i nie umiem sie tymi pieniedzmi podzielic to tak tez bedzie kidy bede mial 1mln. to nie jest kwestia tego czy jesli dam to mi wystarczy na zycie. to jest kwestia tego czy umiem sie dzielic i dawac i rozumiec ze wcale nie jestem w najgorszej sytuacji… jesli mam 10zł i mysle ze dając te 10zł komus nie bede mial juz nic to jak moge mowic ze moje zycie jest w Bożych rękach i twierdzic ze Mu ufam? jesli boje się oddac ostatnie pieniądze tzn ze pokładam w nich nadzieje … Oh Panie pomoz mi … jesli nie umiem oddac 10zł to jak oddam 500 000zł?

    no wiec szedlem na te zajecia i nagle przeszedłem obok młodego chłopaka. trzymał w reku kubek, obok stał karton z napisem „zbieram na jedzenie”. nie byłoby w tym nic dziwnego bo przeciez takich ludzi jest wielu, ale ten gosc był ladnie ubrany, tzn normalnie, mial zamkniete oczy i dosc nieudolnie powstrzymywał płacz… przeszedłem obok i chyba mi serce pekało… jak mi sie zal tego chlopaka zrobilo! czulem ze bez zadnego strachu moge przy nim usiasc dac mu pieniadze, rozmawiac z nim i modlic sie… ale stwiedzilem ze nie mam pieniedzy w portfelu… pobieglem z powrotem kawalek do bankomatu i wybralem polowe pieniedzy (nie bylo tego wiele)… szybko wrocilem an miejsce a tego chlopaka juz nie bylo… myslalem ze sie rozplacze. czulem sie jakby mi ktos cos ukradł. zapytalem kobiety siedzącej na lawce niedaleko czy go widziala, niestety. szukalem w okolicy czy moze siedzi w innym miejscu… nie było go. paskudne.

    w zasadzie do tej pory nie wiem co o tym myslec. moze zle zrobilem idac po pieniadze, ale mam takie wyobrazenie ze jesli juz mam komus mowic o Jezusie to chcialbym zaprezentowac jakis standard. oprocz tego co mowie chcialbym tez dając roznic sie od tych wszystkich „hojnych” osobistosci wrzucających 50gr albo 1zł itd… a moze tak miało byc. jedyne co wynioslem z tego pozytywnego to to co Bóg do mnie powiedział „widziałem to, w swoim sercu dałeś mu te pieniądze… ja to widziałem. nie mertw sie o niego. jest w moich rękach”. musze powiedziec ze to bardzo fajne co mi powiedzial ale w tamtej chwili nie bylem pocieszony. nie moglem zrozumiec ze to nie bylby zwrot w zyciu tego chlopaka. nie dowiem sie tego ale co wiem – nasz Pan bada serca :) i On doprowadzi do sytuacji w ktorych nasze słabości będą silne w Nim i przyniesiemy Mu chwałę…

    okej… to cyba tyle. minelo troszke czasu. wierze ze Bóg musi nas nauczyc postepowac z pieniędzmi w kazdej kwestii. jest taki fajny fragment:

    „Kto zważa na wiatr, nigdy nie będzie siał; a kto patrzy na chmury, nie będzie żął. Jak nie wiesz, dokąd wiatr wieje, jak kształtują się kości w łonie brzemiennej, tak nie znasz dzieła Boga, który wszystko czyni. Z rana siej swoje nasienie, a niech nie spoczywa twoja ręka do wieczora, bo nie wiesz, czy uda się to czy tamto, lub czy jedno i drugie jednakowo wypadną.”

    dawajmy niezaleznie od „pogody” finansowej w naszym zyciu. niezaleznie od tego czy mamy lub nie mamy. jesli nasze zycie jest w rękach Pana i będziemy mieli w Nim pewnosc to nie będziemy sie obawiac dając. oczywiscie jest potrzebna w tym rozwaga i dobrze jest słuchac Ducha w tej czy innej sprawie bo ja np nie mam az takiego wielkiego portfela zebydac kazdemu kogo spotkam idąc raz przez rynek heh… jednak najwazniejszy sam fakt dawania :) to jest jak inwestownie we wlasna firme – jesli planujesz miec zysk to musisz na poczatku pozbyc sie pieniedzy.

    „Kto daje ubogim, pożycza Bogu”

    Bóg ma dla nas pełnię obfitości. wszystko co mamy i miec mozemy jest w Nim.

    pozdrawiam ciepło :) mam nadzieje ze notka jest jasna.

    Panie naucz nas ufac Tobie całkowicie…

    pa!


    • RSS